To follow the dream, and again to follow the dream – and so – always – usque ad finem...

Pamir

 

   Bezkresne wody Oceanu Atlantyckiego pochłonęły przez lata wiele jednostek. Jedną z bardziej znanych był czteromasztowy bark o nazwie Pamir. Warto poznać jego piękną historię i spektakularny, aczkolwiek bardzo gorzki, koniec.

P jak Pudel
Pamir był bez wątpienia weteranem szlaków morskich biegnących przez Atlantyk. Jednostka została zwodowana w 1905 roku w stoczni Blohm und Voss, w Hamburgu. Natychmiast trafiła pod skrzydła armatora Ferdinanda Laeisza. I tam właśnie została ochrzczona mianem Pamir. Skąd wzięła się taka nazwa? Otóż armator, Ferdinand Laeisz, miał synową o kręconych włosach, którą wszyscy w rodzinie nazywali pieszczotliwie Pudlem. I właśnie na cześć „Pudla” wprowadzono chrzczenie kolejnych jednostek nazwami zaczynającymi się na literę P. Pamir był jednym z ośmiu podobnych czteromasztowców, zamówionych przez armatora i określanych mianem „Ośmiu sióstr”.

Żaglowiec towarowy
Pamir pełnił rolę żaglowca towarowego, który miał transportować z Chile saletrę, niezbędną do produkcji amunicji oraz nawozów. Jednostka była najmniejsza spośród całej floty, ale jednocześnie wykazywała bardzo solidną budowę.
Podstawowe parametry Pamira to:
 - długość – 96,34 m,
 - szerokość – 14,04 m,
 - zanurzenie – 7,99 m.
Kadłub statku wykonany został z mocnej, nitowanej stali. Jednostka została także wyposażona w cztery stalowe maszty.
Podróż do Chile zajmowała blisko 70 dni a szlak, którym kursował Pamir, wiódł przez Przylądek Horn, który wzbudzał strach nawet u doświadczonych marynarzy.

Zmienne wiatry
Wybuch I Wojny Światowej przerwał jeden z rejsów Pamira. Do 1918 roku statek musiał czekać cierpliwie na redzie kanaryjskiej wyspy La Palma. Po zakończeniu wojny jednostka trafiła pod skrzydła fińskiego armatora, Gustafa Eriksona, i rozpoczęła swoją przygodę na wodach Australii. Od tego momentu Pamir transportował ładunki pszenicy na trasie z Europy do Australii.
Od 1941 roku bark został przejęty przez rząd Nowej Zelandii. Stanowił tzw. nagrodę wojenną. W 1948 roku los ponownie zetknął jednostkę z fińskim armatorem Gustafem Eriksonem. Miał pełnić rolę statki transportującego ziarno z Australii do Europy. Niestety liczne awarie oraz kłopoty techniczne sprawiły, że jednostka odbyła zaledwie jeden taki rejs. Statek, który w 1949 roku, jako jedyny wielki żaglowiec bezsilnikowy, opłynął Przylądek Horn, mógł zostać sprzedany na złom.
Od smutnego końca uratowało go niemieckie konsorcjum, które ponadto zakupiło bliźniaczą jednostkę o nazwie Passat. Dzięki temu Pamir przeszedł swoistą kurację odmładzającą. Oba statki miały pełnić rolę szkoleniowo-towarową i kursować na szlaku Niemcy-Argentyna. Niestety brak środków sprawił, że jednostki zaczęły mocno podupadać.

Ostatni rejs żaglowca Pamir
Jedną z najważniejszych dat w historii Pamira pozostanie z pewnością 10 sierpnia 1957 roku. Wtedy właśnie, wypełniony jęczmieniem statek, wyruszył z Buenos Aires w swój ostatni rejs. Wcześniej jednak w porcie wybuchł strajk, przez co znajdujący się na statku kadeci musieli samodzielnie załadować całe cargo jęczmienia. Brak doświadczenia spowodował, że ładunek został umieszczony nie w workach, ale w formie sypkiej. Jak się później okazało fakt ten miał duży wpływ na losy Pamira.
W tym samym czasie, w okolicach Wysp Zielonego Przylądka, uformował się potężny huragan, nazwany imieniem Carrie. Początkowo kierował się na zachód, ku Waszyngtonowi. Wtedy jeszcze transportujący pszenicę Pamir był w miarę bezpieczny. Niestety huragan nagle zmienił kurs na wschodni. W efekcie drogi Pamira i Carrie przecięły się ze sobą 21 września 1957 roku. Wiatr wiejący z prędkością 180 km/h nie miał problemów z zerwaniem żagli. Pamir zaczął coraz bardziej przechylać się na lewą burtę. O godzinie 14:00, 14:54 i 15:01 jednostka wysłała kolejne sygnały SOS. Odebrał je amerykański frachtowiec Penn Trader, a także jednostka President Taylor. Woda wdarła się na pokład statku i, pomimo starań załogi, doprowadziła do jego zatonięcia. Wraz z Pamirem w czeluści Atlantyku dostało się 86 osób załogi.
Pomimo trudnej sytuacji rozpoczęła się największa w historii żeglugi akcja ratunkowa. Wzięło w niej udział 78 jednostek jak również 11 samolotów. Niespełna 56 godzin po katastrofie amerykański frachtowiec Saxon odnalazł zalaną szalupę a w niej 5 osób. Dokładnie 25 września jednostka amerykańskiej straży przybrzeżnej Absecon natrafiła na kolejną szalupę, w której znajdował się jeden z marynarzy. Na tym kończy się lista uratowanych osób. Huragan Carrie zabrał życie aż 80 członkom załogi statku Pamir. Wśród nich znalazł się kapitan oraz grono najlepszych kadetów marynarki handlowej.
Tragedia odbiła się szerokim echem w Zachodnich Niemczech. Wśród armatorów zapanował strach, czego efektem była rezygnacja ze szkolenia kadetów pod żaglami. W roku 1958 Urząd Morski, na podstawie opinii ekspertów, wydał werdykt, który winą za katastrofę obarczał przede wszystkim armatora, kapitana oraz pierwszego oficera. Jako przyczyny tragedii podano niedostateczne zabezpieczenie statku oraz umieszczenie na nim ładunku w formie sypkiej. Dodatkowo podkreślono dosyć niską średnią wieku załogi i brak doświadczenia młodych adeptów. Wielu weteranów uznało ten werdykt za niesprawiedliwy. Ich zdaniem załoga nie popełniła błędów i tak naprawdę, w takich okolicznościach, nikt nie byłby w stanie oprzeć się szalejącemu żywiołowi.
Podsumowaniem dramatycznej historii jednostki Pamir niech będzie fakt, że zatonięcie czteromasztowego barku zakończyło epokę wielkich żaglowców. Tragedia, która wydarzyła się 21 września 1957 roku, była jedną z najgorszych katastrof morskich. A jej prawdziwy przebieg pozostanie tajemnicą już na zawsze.